Carrie Fisher nie tylko uczestniczyła w wycieczkach prasowych związanych z Przebudzeniem Mocy. Pożerała je. Rozświetliła swoją obecnością każde pomieszczenie, pozostawiając po sobie ślad dowcipu i ciepła, od którego dziennikarze i fani nie mogli się oderwać. Udokumentowaliśmy to. Pisaliśmy o tym. Ze szczerą ekscytacją czekaliśmy na jej kolejny występ.
Potem nastąpił grudzień 2016 roku.
Jej śmierć pozostawiła pustkę w cyklu prasowym Ostatniego Jedi. Puste krzesło na międzynarodowej konferencji prasowej. Cisza tam, gdzie zwykle rozbrzmiewał jej śmiech. Ale jej koledzy nie chcieli pozostawić tego miejsca po prostu pustego. Wypełnili go wspomnieniami. Z podziwem. Rozmowy, które zamieniają standardowe wydarzenie PR w hołd.
Anthony Breznican z „Entertainment Weekly” rozpoczął dyskusję od zwrócenia się do słonia w pokoju. Żartował, że jej duch pokazuje wszystkim środkowy palec z góry. Klasyczny Fisher. Ale jego pytanie było poważne. Zapytał występujące w filmie kobiety o wpływ księżniczki Lei na młode dziewczyny. W szczególności, jak ważne było dla nich posiadanie postaci, która zaprzeczała jednolitej idei kobiecości z oryginalnej trylogii.
Gwendoline Christie, która gra przerażającą Kapitan Phasmę, nie wahała się. Opowiadała, jak miała sześć lat. Oglądała „Nową nadzieję”. Zobaczyłem Leah i pomyślałem, że jest inna.
„Jest naprawdę interesująca. Jest naprawdę mądra. Jest naprawdę zabawna” – powiedziała Christie.
Nie chodziło tylko o bycie cool. Chodziło o niepodległość. Christy zauważyła, że Leah nie obchodziło, co myślą inni. Nie zamierzała pozwolić, żeby ktokolwiek mówił jej, co ma robić. Dla kogoś, kto nie pasował do tradycyjnego modelu kobiecości, było to ogromne wydarzenie. To była inspiracja. Udowodniło, że można odnieść sukces bez pójścia na straszne kompromisy. Bez oddawania się cudzemu scenariuszowi.
Laura Dern, grająca wiceadmirała Amylyn Holdo, skupiła się na bezwstydzie Fishera. Nie chodziło tylko o mecz. Chodziło o chęć dzielenia się. Fisher podzieliła się swoją historią. Ze swoim bólem. Ze swoim chaosem. I niczego innego nie oczekiwała od wszystkich wokół niej.
Dern opisał, jak Rian Johnson uchwycił ten wdzięk w „czystym przedstawieniu”. Ale widziała też tarcia. „Bez szacunku poddanie się”. Taniec pomiędzy Fisher i jej postacią. Dotknęło ją to. Rzadko zdarza się aktor, który w pełni wciela się w swoją rolę, jednocześnie się z nią zmagając.
Kelly Marie Tran, która gra Rose Tico, przywróciła rozmowie wątek osobistej odwagi. Przyznała, że do niedawna nie zdawała sobie sprawy, jak trudno jest być naprawdę sobą w miejscach publicznych. Fisher był bezkompromisowy. Otwarte. Tran próbuje zrobić to samo. To trudne. Bardzo trudne.
A potem był Oscar Izaak. To on najbliżej współpracował z Fisherem podczas kręcenia „Ostatniego Jedi”. Tańczyli podczas przerw. Prawdziwy, prawdziwy taniec. Jednak jego pogląd na jego znaczenie był bardziej strukturalny.
„Dla mnie najbardziej kształtującymi ludźmi w moim życiu były kobiety” – powiedział Isaac.
To ukształtowało jego los. I zobaczyć to odzwierciedlone w filmach? To jest cudowne. To odpowiada życiu. Kobiety Cię kształtują. Zawsze to robili. Filmy w końcu dogoniły tę rzeczywistość.
Teraz Fishera już nie ma. Jej praca nad Ostatnim Jedi została ukończona przed śmiercią. Studio nie potwierdziło, jak zostanie potraktowana historia Leii w dziewiątym odcinku, który nie ma jeszcze tytułu. Zdjęcia rozpoczną się wkrótce. Odpowiedzi są nadal ukryte.
Ale jest mały, dziwny fragment, który trafił na ekran.
Rian Johnson stworzył Kosmicznego Gary’ego. Pies Carrie Fisher. Pojawia się w sekwencji Canto Bight. Mały, futrzany duch w tle. Ukłon w stronę kobiety, dzięki której Gwiezdne Wojny przestały przypominać epicki film science-fiction, a bardziej rodzinny dramat z mieczami świetlnymi.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak bardzo osobowość aktora wpływa na finalną wersję? Zwykle jest to subtelne. Zwykle niewidoczny. Ale w przypadku Fishera wszystko jest na swoim miejscu. Nawet u psa.
