Stał się przyjaznym dla mediów symbolem wspólnej globalnej odpowiedzialności za Jeden Świat. Ponad 170 krajów zebrało się na konferencji w Rio, aby podkreślić pilną potrzebę ochrony systemów podtrzymywania życia na Ziemi. Położyli koncepcyjne podstawy dla jakościowo nowego podejścia do polityki środowiskowej i gospodarczej.
Przesłanie leżące u podstaw było krystalicznie jasne: cywilizacja ludzka stoi w obliczu długoterminowego zagrożenia samozagładą, jeśli odmówi zmiany swoich kluczowych parametrów. Na Konferencji w Rio koncepcja zrównoważonego rozwoju wyłoniła się jako główna zasada przewodnia polityki globalnej. Idea ta, często nazywana po prostu „zrównoważonym rozwojem”, była przedstawiana jako coś więcej niż tylko cel środowiskowy. Został on sformułowany jako niezbędna podstawa przyszłej współpracy między państwami.
Dlaczego Rio na nowo zdefiniowało globalną politykę
Przed Rio programy środowiskowe i gospodarcze często rozwijały się oddzielnie. Konferencja zmieniła ten stan rzeczy. Zmusiła nas do uznania, że wzrost gospodarczy i ochrona środowiska nie są odrębnymi obszarami. Są ze sobą ściśle powiązane.
Termin zrównoważony rozwój wszedł tu do światowego leksykonu. Stało się to standardem dla przyszłych umów. Na konferencji podkreślono, że utrzymanie źródeł utrzymania na Ziemi wymaga zmiany sposobu pomiaru postępu. Nie chodziło już tylko o PKB. Mówiliśmy o długowieczności systemów zapewniających nam życie.
Pilność chwili
Ponad 170 państw poparło tę wizję. Przesłanie było jasne: status quo jest nie do utrzymania. Konferencja była sygnałem alarmowym. Zwróciła uwagę na potrzebę natychmiastowych działań w celu zachowania podstawowych warunków ludzkich.
Nie chodziło tylko o ratowanie drzew i zwierząt. Chodziło o uratowanie warunków przetrwania ludzkości. Zmiana perspektywy była radykalna. Przeszedł od reaktywnej kontroli uszkodzeń do proaktywnych zmian strukturalnych.
Wpływ długoterminowy
Konferencja w Rio nie tylko przedstawiła dokumenty. Wykształciła nowy sposób myślenia. Od tego czasu idea zrównoważonego rozwoju przenika dyskusje polityczne na całym świecie. Pozostaje standardem, według którego mierzy się wiele globalnych inicjatyw.
Tam rozpoczęło się przejście od izolowanej ekologii do zintegrowanej polityki rozwoju. Uznał, że nie można mieć jednego bez drugiego. Ramy ustanowione w Rio w dalszym ciągu wpływają na dzisiejsze podejście państw do kwestii klimatu, ubóstwa i zarządzania zasobami.
Rozmowa nie zakończyła się podpisaniem dokumentów. Ewoluował. Zasady ustanowione w Rio są nadal testowane i udoskonalane. Wyzwanie pozostaje takie samo: zrównoważenie potrzeb ludzkości z ograniczeniami planety.
Ramy z Rio: wiążące zasady i złamane obietnice
Konferencja w Rio nie ograniczyła się do wydania komunikatu prasowego. Opracowano pięć szczegółowych dokumentów. Nie były to mgliste aspiracje, ale fundamentalne podstawy zrównoważonego rozwoju. Mamy Deklarację z Rio w sprawie środowiska i rozwoju. Istnieją niewiążące Zasady Leśne. Następnie istnieje ramowa konwencja w sprawie zmian klimatycznych. Oraz Konwencja o różnorodności biologicznej. Jednak głównym osiągnięciem szczytu była Agenda 21. Stała się ona centralnym, praktycznym rezultatem całego wydarzenia.
Niemcy podpisały wszystkie te dokumenty. W ten sposób Berlin zobowiązał się do dostosowania swojej polityki ochrony środowiska do podstawowej koncepcji zrównoważonego rozwoju. To było formalne zobowiązanie. Obietnica zmiany kursu.
Kraje uprzemysłowione złożyły łagodniejsze obietnice. Uzgodnili niewiążący cel. Cel? Zmniejsz emisję dwutlenku węgla. Nie połowa. Nie o jedną trzecią. Wystarczająco, aby w 2000 r. powrócić do poziomu z 1990 r. Mały krok. Symboliczny gest.
Potem przyszły Stany Zjednoczone. Podpisali oświadczenie woli. Ale dołączyli do tego ogromne zastrzeżenie. Stanowisko amerykańskie pozostawało uparcie powiązane z „amerykańskim stylem życia”. Prezydent George W. Bush przedstawił to już przed szczytem. Styl życia nie podlegał negocjacjom. Cele emisyjne? Elastyczny. Rzeczywistość? Stany Zjednoczone będą nadal działać tak jak dotychczas.
„Amerykański styl życia nie podlega negocjacjom”. — Prezydent George W. Bush
Podział ten określił epokę. Europa zmierzała w kierunku regulacji. USA stawiały opór. Agenda 21 pozostała ideałem. Rzeczywistość na miejscu opowiadała inną historię.
Dlaczego Stany Zjednoczone porzuciły rygorystyczne cele
To nie była tylko duma. To była gospodarka. Stany Zjednoczone postrzegały rygorystyczne ograniczenia jako zagrożenie dla wzrostu. Argumentowali, że środki dobrowolne są lepsze. Albo przynajmniej, że ich obecna ścieżka jest optymalna.
To spowodowało rozłam. Trwały rozłam. Konwencja w sprawie zmian klimatycznych posunęła się do przodu. USA były tego częścią. Ale rygorystyczne ograniczenia? Zniknął.
Dziedzictwo kompromisu z Rio
Czy Deklaracja z Rio nie powiodła się? Nie. Przygotowała grunt. Stworzyła słownik. Dziś nadal używamy tych terminów. Zrównoważony rozwój. Bioróżnorodność. Akcja klimatyczna.
Ale zęby? Zostały wyrwane. Odmowa Stanów Zjednoczonych zaangażowania się w redukcję emisji oznaczała, że globalne wysiłki rozpoczęły się z trudnością. Zrównoważony rozwój stał się hasłem. Nie jest to surowe prawo w Ameryce.
Inne kraje? Poruszali się dalej. Dostosowali swoją politykę. Wysłuchali zasad przewodnich Agendy 21**.
Świat nie skończył się w 1990 r.. Nie eksplodował w 2000 r. Ale okno na łatwe rozwiązania się zamknęło. Kompromis z Rio podtrzymał dyskusję. To zabiło pilność. Nadal żyjemy z konsekwencjami.
Operacja mająca na celu przywrócenie porządku za kulisami Rio
Szczyt Ziemi Sugarloaf był czymś więcej niż tylko konferencją. Było to największe wydarzenie dyplomatyczne XX wieku. Stawka była globalna. Rzeczywistość na miejscu w Rio de Janeiro była maksymalnie teatralna.
Pomyśl o liczbach. 130 głów państw. Masowe delegacje rządów. Zespoły negocjatorów. Eksperci ds. ochrony środowiska pochodzący ze wszystkich zakątków planety. Potem było 8500 dziennikarzy stłoczonych w centrum kongresowym na obrzeżach miasta. To dużo ludzi oddycha tym samym powietrzem.
Ale widowisko nie ograniczało się do sal konferencyjnych. Prawdziwą historią było tu bezpieczeństwo. Około 35 000 żołnierzy, policji i strażaków przejęło kontrolę nad ulicami. Zajęli mosty. Zablokowali trasy. Kontrolowali nie tylko bogate obszary. Ich celem były liczne fawele – slumsy, które nadają Rio kontrowersyjny charakter.
Miasto założyło maskę. Przez dwa tygodnie pokazywał światu czystą i bezpieczną wersję siebie. To była iluzja.
Koszty ludzkie tej iluzji były oczywiste. Dzieci ulicy. Żebracy. Zniknęły. Jak magia. Albo, ściślej, jakby zostały wymazane biurokratyczną ręką. Place miejskie zostały oczyszczone z ludzi, którzy zazwyczaj determinowali trudną rzeczywistość gospodarczą miasta. Rio przez dwa tygodnie zakładało maskę dobrobytu. Ukrył swoje pęknięcia. Ukrywał swoją biedę.
Dlaczego jest to dziś ważne? Ponieważ narracja światowych szczytów rzadko koncentruje się na wypędzaniu biednych, aby stworzyć fotogeniczne tło. Szczyt miał na celu ratowanie planety. Ale w Rio samo miasto było postrzegane jako coś, co należy ukryć przed kamerami. Przesłanie dotyczące środowiska było jasne. Wymazanie społeczne było głośniejsze.
Wciąż rozmawiamy o tym, co zostało uzgodnione na tych salach. Umowy. Obietnice. Ale niezapomnianym obrazem nie było podpisywanie dokumentów. Był to obraz miasta wstrzymującego oddech. Miasto udające idealne, podczas gdy 35 000 uzbrojonych strażników obserwowało cienie.
Pył opadł. Politycy wrócili do domu. Dziennikarze przesłali swoje relacje. Ale fawele pozostały. Dzieci wróciły. Maska opadła. A kwestia, w jaki sposób zrównoważymy cele globalne z lokalnymi realiami, nie została rozwiązana. Zostało to po prostu przełożone.




















