Na Marsie odkryto czystą siarkę. Ale nikt nie wie, jak się tam dostała

0
14

Chociaż tak naprawdę mamy już założenia. A ma to związek z kosmiczną kolizją.

Łazik Curiosity NASA odkrył je zupełnie przez przypadek. W 2024 roku przejeżdżając przez Krater Gale, przejechał tuż nad skałami, rozgniatając skałę i odsłaniając kryształy o jasnej cytrynowej barwie, przypominające słodką wodę z napoju Mello Yello.

Na pierwszy rzut oka wydawało się to anomalią. Mały skrawek dziwnej skały. Zespół szybko jednak zorientował się, że nie był to odosobniony przypadek. Przed nimi rozciągało się prawdziwe pole. Przestronny obszar o powierzchni około 45 metrów pokryty czystą, elementarną szarością.

„Nie sądzimy, że jesteśmy w pobliżu wulkanu” – stwierdziła Abigail Freeman. Zastępca głównego naukowca projektu miał rację. W pobliżu nie było zaworów gazowych ani gorących źródeł, co mogłoby wyjaśniać żółtą skorupę.

Na Ziemi czysta siarka zwykle oznacza aktywność wulkaniczną. Podgrzane gazy wydobywające się z pęknięć. A może jest to dzieło bakterii zamieniających osad chemiczny w kamień. Żadne z tych wyjaśnień nie pasuje do marsjańskiego krajobrazu, w którym stała Curiosity. Co zatem pozostawiło te osady na powierzchni?

Deszcz kosmicznych odłamków

Oto nowa teoria. Asteroida uderzyła w Marsa. Nie tak dawno temu. Uderzył w obszar, gdzie zasoby siarki były już ukryte pod ziemią.

Uderzenie wytworzyło niesamowite ciepło. Wystarczająco silny, aby stopić ukrytą siarkę w ciecz. Wyobraź sobie gęstą, żółtą lawę, ale zimniejszą i bardziej lotną. Staczał się w dół przez kilka mil, po czym ostygł i zamienił się w stałe kawałki.

Brzmi dramatycznie. Ale spójrz na geologię.

Naukowcy zaprezentowali ten model na sesji Europejskiej Unii Nauk o Ziemi w Wiedniu. Wskazują na uszkodzony krater położony dalej na zboczu. Jego szerokość wynosi około 40 metrów. Jedna strona jest zniszczona. Wygląda mniej jak dziura, a bardziej jak rozbity kubek, z którego wylewa się zawartość. Ta złamana krawędź? Naturalny drenaż. Wylała się stopiona siarka, która przepłynęła 4 kilometry w dół zbocza i zgromadziła się za stosami fragmentów skał.

Doły opowiadają historię

Dowody fizyczne potwierdzają tę teorię. W skałach znalezionych przez łazik znajdują się dziury. Okrągły. Naukowcy uważają, że były to bąbelki gazu. Gdy ciekła siarka ostygła i zestaliła się, uwięziony gaz uleciał, pozostawiając puste przestrzenie.

Zdjęcia wykonane przez łazik pokazują więcej takich dziur w wyższych obszarach osadu. To logiczne. Jeśli wlejesz płyn chłodzący do doliny, krawędzie ostygną jako pierwsze. Pęcherzyki utkną blisko powierzchni, podczas gdy głębiej położony płyn pozostaje gorący dłużej.

Mamy więc dynamikę przepływu. Posiadamy modele chłodzące. Teraz musimy sprawdzić fizykę.

Liczenie liczb

Czy asteroida naprawdę mogłaby wytworzyć wystarczającą ilość stopionej siarki, aby pokryć obszar o średnicy 45 metrów?

Zespół przeprowadził symulacje komputerowe. Symulowali uderzenia skał w Marsa przy prędkościach od 17,7 do 35,4 km/s. Im szybsze uderzenie, tym więcej siarki się topi.

Jednak tutaj pojawia się problem. Większość tej siarki nie pozostaje na miejscu. Około 75–80% ucieka z krateru lub wyparowuje w powietrze. Tylko około jedna czwarta pozostaje w środku i może się rozlać.

Aby ta matematyka zadziałała, ziemia przed uderzeniem musiałaby być niezwykle bogata w siarkę. Na przykład połowa materiału. To dużo siarki jak na przypadkowy kawałek marsjańskiej gleby. Skąd ona pochodzi? Najprawdopodobniej ze starożytnych wulkanów.

Asteroida nie wytworzyła siarki. Po prostu ją „ugotował”. Działało jak kosmiczny szybkowar.

Ale te modele są przybliżone. Bardzo przybliżone. Naukowcy przyznają, że nie mają specjalistycznego silnika fizycznego opisującego zachowanie siarki pod ekstremalnym ciśnieniem uderzeniowym. To raczej domysły oparte na danych, a nie dokładna symulacja.

Ciekawość zmierza w stronę podejrzanego obszaru źródłowego. Jeśli znajdujące się tam kamienie zostaną nasycone siarką, teoria uderzenia zostanie potwierdzona. Jeśli nie… cóż, nadal będziemy mieć żółte skały leżące za darmo.

Poczekamy, gdzie wyląduje łazik.